RSS
niedziela, 23 grudnia 2007
...co sie dzialo później...

Wiem wiem jest listopad ... dlatego juz sie nie tlumacze tylko jade z koksem - opowiadam dalej co sie dzialo z nami w Kirgizji ...ostatnia notka byla o Osh wiec juz tam wracam ;)

Tia wiec co ja wam bede pisal o Osh - wszystko pewnie wiece - miasto ma 3000 lat i w folderach asi sie ze jest starsze od Rzymu...pewnie to i prawda...sek w tym ze w Rzymie co chwile czlowiek potyka sie o antyk...a to kolos-eum albo inne fora czy palatyny a w Osh ...no cos pewnie jest ale nie znalezlismy tego zbyt wiele ;(

miasto tak jak widac na fotkach ponizej jest glownie masa domkow krytych blacha falista , z tej masy wyroznia sie jedynie hotel Osh piekny postsowiecki budynek oraz pare blokow

no i oczywiscie sterczaca w srodku miasta gora - tron Sulejmana

Generalnie w Osh nic wielkiego sie nie wydarzylo - pobiegalismy troche po bazarze (po lekturze przewodnika myslelismy ze jest bardziej super niz byl ale to zawsze tak bywa ze opisuja cos jako super super a tak naprawde jest to tylko prawie super ;))

Jako ze mielismy jeszcze troche parcia w strone przygody postanowislismy pojedzic po Ferganie i udrzylismy na poludniowy zachod ... jazda w upale byla masakra minelismy pare miasteczek i poddalismy tyly po drodze zwiedzajac przefajnisty kanion (nomen omen) i wcinajac niesamowite szaszlyki ;)

zapadla noc wiec ruszylismy w droge na polnoc - do Biszkopta ;)

Jako ze droga zapowiadala sie ciezko i gorzescie postanowilismy jechac w nocy by nie narazac Bombera na upal i nadmierny ruch na drodze.

Pierwszym miejscem, które zamierzaliśmy odwiedzić w drodze powrotnej był rezerwat Sari-Chelek - ponoc cudowne jeziorko posrod jeszcze cudowniejszych gór. 

jak pomysleli tak uczynili  - coprawda mielismy troche problemow ze znalezieniem drogi, a ze ciemna noc zapadla postanowilismy wyszukac nocleg i poszlismy w kime nad sztucznm jeziorem na kawalku starej szosy. Bylo rowno i wygodnie;)

Nastepenego dnia walczac z gorkami, upalem i wertepami dostalismy sie do bram rezerwatu ...i tu okazalo sie ze jestesmy za pozno - czynne do 15. senku very macz kom bek nekst jur ;(

podlamani rozpoczelismy powolny odwrot do Biszkopka

kolejna noc to byla noc walki

Bomberem w 8 osob przez gory wokol Toktogul w kierunku Biszku...krotko 2 przelecze powyzej 3000

w tym jedna z oslawionym tunelem - po kilku godzinach walki powtorzyla sie historia z wyprawy 2006 

uparcie migajaca czerwona lampka kontrolki oleju powiedziala nam ze cos jest nie tak -  jakies 300m ponizej wlotu tunelu Bomber stanal na poboczu a olej kapal z niego niczym krew z rannego zwierza.

Po jakiejsc godzinie gdy silnik wystygl cala ekipa zostala ewakuowana - a my z kakusiem sprobowalismy jazdy . start na popych do tylu a potem w gore- bylo ta kstromo ze musielismy jechac zakosami na jedynce - ale udalo sie powoli Bomber dotoczyl sie do wlotu tunelu. Potem jeszcze 40km z górki głownie na wylanczonym silniku i powolutku wrocilismy do Stolycy Kyrgyzstana.

Bomber zamieszkal u Szurika a my po kilku dniach pojezdem wrocilismy via Moskwa do Kraju.

i w skrocie to by bylo na tyle ;)

dzieki ze byliscie z nami

niedlugo zaczyna sie nowa duza przygoda

ale o niej za chwile

buziaki

Knaiony 

czwartek, 06 września 2007
Errata - czyli dopowiedzenie nieopowiedzianego;)

Witojcie ;)

teraz mam chwile wiec przedstawie wam co i jak i wogole sie dzialo ;)

zaczne od Oszu i kilku fotek z Gory w Centrum miasta zwanej Tronem Salomona

Wszystkie te fotki sa dedykowane pewnej uroczej Pani ;)

 

 Tak dla przypomnienia - Osz to najstarsze, bo 3000 lat liczace, miasto w Dolinie Ferganskiej  , niegdys (a w sumie teraz tez) centrym handlu i produkcji jedwabiu...jedwabny szlak...karawany...Marco Polo ... doczytajcie sobie w Wikipedi ;)

wdreptalem tam z miasta w 7 minut i mialem zadyszke ...znaczy klima i forma z gor gdzies sobie poszla ...znaczy posiadanie samochodu zle wplywa na forme ;) 

piątek, 31 sierpnia 2007
Boys are back in Town;)

Cesc Misie

dojechalismy do domu

wiem ze nie odzywalismy sie od hohoho od Oszu

no coz nie bylo jak - niedlugo napisze co sie z nami dzialo tylko deczko sie ogarne

pozdrowionka

Kanion 

wtorek, 21 sierpnia 2007
Ogloszenie: Dam Prace (Ale nie zaplace)

Autorzy poszukuja kogos kto bedzie umial tu posprzatac w htmlu - bo chcemy zamieszczac duze fotki ale one nachodza i sa nie wycentrowane i wogole i ajajaj i ech

czekamy na zgloszenia w komentarzach tego posta ;)

pozdro 

!!!ZGUBILISMY SIE!!!

Jedziemy...jedziemy...teren przestaje sie zgadzac z mapa...GPS wariuje...az tu nagle odnajdujemy sie w rosyjskiej dzielnicy dobrze znanego wam Miasta ;)

 

Pan Spotkany na Przeleczy
Prawda ze sympatyczny (a w tle Ekipa spod znaku stalego 400mm)
o RANYYYYY

Wlasnie przeczytalismy ze link do naszego bloga ukazal sie na pierwszej stronie www.gazeta.pl

jestesmy zaszczyceni (nawet jesli to wyskakuje tam losowo), obiecujemy ze bedziemy pisac jeszcze wieksze glupoty niz dotychczas i zamieszczac jeszcze gorsze fotki;)

buziaki dla wszystkich

Bomberianie

ps. Ekipo Supergiganta GONIMY WAS !!!! ;)

ps2. Dziekujemy wszystkim za komentarze - myslimy o was, tesknimy i nawet jak czasami nie piszemy to nie myslcie ze mamy was w...:

 

ps3. wogole to wskoczylismy na 161 miejsce w rankingu najlepszych blogow (niezle co - na 144000 z kawalkiem - odlotowe agentki zostaly gdzies z tylu;)

 

Bomber Off Road cameltropfi tim ;)

Czesc Misie

nie odzywalismy sie przez chwilke a tymczasem sie dzieje ;)

paredni temu probowalismy znalezc sobie jakis transport do domu

niestety bilety lotnicze do moskwy byly w cenie bombera 4x4 Tdi ;)

jedybne co pozostalo to kupic bilet na pojezda - udalo sie !!! juz 26.08 pakujemy sie w firmiennyj pojezd z Almatow do Moskwy - razem z ekipa z Poznania ktora znalazla sie w tej samej niedoli co my

tzn chcemy wrocic do domu ale nie mamy jak ;) a jako ze chcieli szybko i sprawnie pozwiedzac Kirgizje to dolaczyli do zaszczytnego grona Bomberian ;)

spotkalismy sie w piatek wieczorem w Pokrovce (przedmiescia Biszkeku), Paula, Gosia , Monia, Mati, Lukasz, wpasowali sie w kubelkowe fotele na tylnym pokladzie naszego bolida i pomknelismy w sina dal;)

Nasi nowi Bomberianie to nie lada szychy

otoz dwojka z nich to Prezes i WC-Prezes Zwiazku Polskich Fotografow Przyrody;) ha zebyscie wiedzieli ze znamy sie z figurami ;)

uwaga uwaga uwaga

blog bomberian ostaniej generacji

http://campeones.blox.pl - wchodzic tam bo normalnie fotki takie ze juhuhu;)

no i ogolnie uzupelnienie naszego bloga;)

tak wiec odtej pory mamy w Bomberze nowe zwyczaje - jedziemy sobie spokojnie przez jakas Kirgiokolice a tu nagle okrzyk ALEEEE FAKTURAAAAAA przerywa mi spokojne brzeczenie silnika, nastepnie jest okrzyk astanowka - a potem mamy pol godziny z glowy bo z Bombera wyskakuja 3 statywy i podlaczone do nich 4 aparaty z 3 osobami na dodatek - mowie wam swiat przez stala ogniskowa 400mm wyglada zupenie inaczej ;)

 

Pierwszy przystanek issyk kul (latwizna) - potem zaczelo sie pionizowac

dotalismy do Koszkoru a stamtad atak na Song-Kul

wiedzielismy ze tafla tego jeziora lezy na 3000m.n.p.m z groszami i mialo to byc wyzwanie dla Bombera ...i bylo - na Pierewal (3440m.n.p.m) dotarlismy po 50km szutru - ekipa kilka razy opuszczala woz bojowy - bo jak sami wiecie bomber ma 50 koni mechanicznych ale zazwyczaj polowa jest na jakims blizej nie znanym nam pastwisku ;) Song-Kul jest ciekawy - jezioro i plaskowyz - tam zaznalismy noclegu w stylu full westman - w jurcie z wygodami i frykasami ;)

 

nawet moglem odegrac kirgiskiego NEO ;)

dalsza droga wiodla przez kolejna przelecz 3300m, a potem zjazd na 1800 do doliny rzeki Naryn, wszyskim kojarzyla sie ona z dolina Pandsziru z Afganistanu (coprawda nigdy tam nie bylismy ale cos niecos fotek sie widzialo) , potem kolejny podjazd na 2800, zjazd na 1200 znowu nad rzeke Naryn prosto do Metropolii Kazarman - tam probowalismy kupic troche ropy - niestety na stacjach tylko Benzin w oktanach 76-80 i 92;) zajrzelismy nawet na Komende Miejscowej Strazy Pozarnej - Kakus rzucila fachowym okiem na posiadany sprzet i zrobilismy jej fotke na wozie bojowym (wraz z ogoniowa Kamanda) i w tym miejscu

Gorace pozdrowienia dla OSP Stolarzowice i Jej Naczelnika ;)

po chwili udalo nam sie zatrzymac jadacego Kamaza i nabylismy do Wiaderka 10 litrow pednej cieczy, ktora miala zapewnic nam spokojne pokonanie kolejnej przeleczy dzielacej nas od Doliny Ferganskiej i Jalalabadu ;) z 1200m wywindowalismy sie na 2000m by spasc na 1600 i zdobyc ostatnia przeszkode na naszej trasie - Pierewal o wysokosci 3060m - udalo sie - potem dluuuugi zjazd i witamy w DOlinie Ferganskiej ;)

Brzmi to wszystko latwo i przyjemnie a tymczasem bylo to 400km szutrowych drog zrobione przez 3 dni w totalnym kurzu - na highwayach o sredniej szerokosci BOmbera i troche, z szumiaca gdzies tam kilkaset metrow nizej rzeka po jednej stronie i skalami po drugiej - Kilka razy bylo naprawde Bliiiziutko;) do tego caly czas slalomik pomiedzy wiekszymi i mniejszymi kamieniami czy wykrotami - Bomber Ich Liebe Dich ;)

zreszta nie mam co marudzic - z przodu siedzi sie przyjemnie - z tylu ekipa byla poddawana zabiegowi pyylingu caly czas ;)

Lonely Planet podaje ze droga ktora pokonalismy jest tylko i wylacznie dla samochodow o napedzie 4x4

Teraz jestesmy w Osh - zwiedzamy , ogladamy, probojemy i fotkujemy (400mm ;)) ) jutro zaczynamy POWROT do DOMU - odtad bedziemy sie juz tylko cofac ;)

 

piątek, 17 sierpnia 2007
zalegle fotki
Bracia Bomberowcy w Kirgizji Dilara z Dupnym Misiem ;) Kakus w Akcji Kakus pod szczytem Kanion w akcji Polibuda na Szczycie Radocha na Szczycie zwisy meskie;) Bomberowcy Jaskinowcy ??? Dla wszystkich wielbicielek - wyyebany w kosmos post factum a raczej post akcjum ;)
godzina policyjna
Hejka jak juz wiecie wczoraj zaczal sie tu zjazd wielkiszbossow z okolicy z tej okazji wrocono tutaj do starych dobrych zwyczajow godziny policyjnej po 22 poruszanie sie po miescie bylo utrudnione a mysmy w swej nieswiadomosci wrocili do domu dokladnie 22:05 bylo blisko ;)
czwartek, 16 sierpnia 2007
aha
nie zamiescilismy jeszcze fotek szczytowo-graniowych beda jutro (swoja droga tutaj zeby wrzucic fotki na neta to trzeba cuda wyczyniac) tak wiec si ju tumorow ekipa
...Metafizyka...
Uwaga cytat z emilka Ani do Mnie wyslanego dokladnie 8 sierpnia w dzien wejscia na szczyt "Wojtek, dzis snilo mi sie, ze weszliscie:) We snie widzialam was jak schodzicie trasa podobna do grani Koscielca:)" przypominam ze nie mielismy jak Ani dac znac ze weszlismy bo ona w Londku a my na Gorze ;) cuda Panie cuda ;) buziaki dla Ani
Gorace pozdrowienia
Dla wszystkich purystow jezykowych, walczacych dzielnie na froncie czystoci mowy naszej ojczystej ...przesyla piszacy internetownowomownympustoslowiem autor bloga wraz z ekipa ;)
a wiecie co jest najpiekniejsze ???

...ze stracilismy rachube czasu;))))

wydawalo nam sie ze jest niedziela a tu prosze czwartek ;)

Zlote Usta Wyjazdu...

...Jednoglosnie przyznajemy Mlodemu (Maciek) za kwiatki w stylu:

"...nareszcie na nizinach..." - Mlody po zejsciu do Bazy na wys 3200m.n.p.m

"...nie bede mogl kopac, bo zabije..." - Mlody w zaawouluowany sposob informujacy o tym jak w skutek noszenia plecaka wzrosla sila jego nog

"...ke kuje kijev..."- Mlody pytajacy o droge do Kijowa

reszte publikniemy jak sobie przypomnimy ;)

a oto mlody (i jego usta)

...do domu wrocimy...;)

moi drodzy

zjechalismy z gor

teraz napisze szybka relacje dzien po dniu co sie wydarzylo ;)

30.08 Jestesmy u Jedara - maly kombinuje jak moze - czuje zapach ewentualnych pieniedzy od nas ale przy chce zostac z dziewczyna - gdy mu powiedzialem ze damy sobie rade i zeby zostal z narzeczona (a juz za 3 miechy slubna ) ona zostaje zapakowana w taryfe i wyslana do Biszkeku a My nastepnego dnia rano mamy ruszac w gory

31.08 Na lekko (w 5 osob ) probojemy przejechac przelecz Bomberem - gdy zaczyna slabnac zawracamy (duuzo wczesniej niz rok temu) i w wiosce szukamy jakiejs miejscowej masziny

1.08 ladujemy w gorach - przy dobrze znanym niektorym przejsciu przez rzeke po drucie (tzw. tros) filmowa instrukcja obslugi kilkaaaa wpsiow nizej, przechodze przez rzeke z Jedarem i dreptamy po konie, pozyczamy loszata od sasiada - i zalatwiamy co trzeba - jutro nadciagnie kawaleria - spimy przy trosie

2.08 na loszatach z jedarobratem czyli dzyrgalem dojezdzamy do ich domu w dolinie Kaindy - atmosfera jakas chlodna - nawet nas na herbate nie zaprosili nie jak w latach poprzednich - z bratem kontynuje negocjacje cenowe za konie bo Jedar jak zwykle chcial na nas swoja dziure budzetowa zalatac

3.08 rano Mama Jedara przychodzi po nas okazuje sie ze wczoraj byla chora i nie byla w stanie nas ugoscic - przyjechal Ojciec zrobilo sie wesolo mama nas rozczulila wiec damy troche malym zarobic ;) (ciut wiecej na osobokonia niz rok temu) Jedziemy do bazy pod lodowcem, w miedzyczasie zaskakuje nas deszcz, snieg idt itp wiec spimy po drodze

4.08  docieramy do bazy

5.08 zakladamy baze wysunieta na 4000m (5h podejscia z jebutnumi worami)

6.08 rekonesans w trakcie ktorego zaskakuje nas burza, sniegi deszcz po nim nastepuje 24h zalamania pogody

7.08 ok godziny 16 przciera sie - z Kakusiem atakujemy ale przy wejsciu w sciane dorywa nas burza - zmykamy w trymiga do namiotu

8.08 THIS IS THE DAY !!! noc gwiedzista ale nad ranem pojawiaja sie chmury ktore niszcza naszego spreza - rozpogadza sie ok 6 rano wstajemy jemy gotujemy sprawdzamy planujemy i juz ok 9 ;) zasuwamy do gory

TORA !!! TORA !!! TORA!!! (pytanie konkursowe z czego to jest cytat - mozliwe dwie prawidlowe odpowiedzi- nagrody beda )

 Sklad : Kakus, Tadek, Kanion - przy wejsciu w sciane okazjue sie ze snieg juz rozmokl - zapadamy sie po kolana ale walczymy - kolejne 400m delta h to snieg, lod,wesolo furkajace wokolo kamyki - Byle do grani kolacze sie po glowach - na poczatku sciana to tuptanie ale potem pionizuje sie z leksza i napieram na dwoch dziabach co chwila tkajac jakis przelot przez ktory przepina sie potem reszta zespolu - udaje nam sie dotrzec do skalego gniazda, tam raczymy sie herbatku i wypatrujemy dalszej drogi

kolejne gniazdo i juz jestesmy na grani - miny nam letko rzedna - mialo byl latwo i przyjemnie a tu skalki, nawisy i kalafiorki (kto zna konsystencje skal w Kaindy ten wie ze to zadna przyjemnosc) ale walczymy, powoli posuwamy sie do przodu - trawersujemy kolejne nawisy i docieramy do milej wygodnej polki - teraz zaczyna sie jazda  zyletka z kalafiorkami miedzy ktorymi klucze niczym Alberto T. w czasie slalomu specjalnego w koncu kluczowy moment trawers nawisu ktory chyba czeka poddac sie sile odkrytej swego czasu przez jablko w ogrodzie Pana Newtona - udalo sie wychodzimy na sniezne pole podczytowe - tutaj dlugi odpoczynek goraco jak diabli a my ubrani jak na Grunwald - atakujemy jest stromo w koncu  dochodze na kilka metrow od wierzcholka - czekam na reszte - Kakus z dolu pyta czy to jeszcze daleko ;) przepuszczamy ja-dokladnie 0 15:25 Marta "Kakus" Grzesiok jako pierwszy czlowiek w historii staje na wierzcholku Dzakszy 4818m.n.p.m mimo chmur panorama niesamowita - widac nawet Pik Pabiedy (czesciowo w chmurach) Pik Nansena tuz obok , Byssymylda , no i nasze Marzenie - Jorras - teraz juz widzimy ze jeszcze nie na niego pora - jescze jestesmy za krotcy ale some day...przez krotkofalowke oznajmiamy Urbi et Orbi o zwyciestwie (w naszym przypadku za Urbi i za Orbi robil Macku) Tymczasem pogoda zaczyna sie pieprzyc - na szczycie zostawiamy Tadka zlamany kijek i opakowanie po tajnej broni kalorycznej poleconej mi przez Generala - rogaliki 7 days czynia cuda w gorach i na nizinach ;) - zaczyna sie odwrot wieje jest cieplo po prostu idealne warunki na lawinke ktora zdecydowanie przyblizyla by nasz powrot do macierzy ;) (Macierz czyli czekajacy w obozie Maciek ktoremu kontuzja uniemozliwila wyjscie z nami) przechodzimy nawisy , stok kilkakrotnie steka i objezdza kilkanascie centymetrow , wyscig z czasem - herbata sie konczy wiec rozcienczamy ja sniegiem piiic  - w koncu docieramy do przeleczy, stawamy kopczyk i zaczyna sie zejscie ktore po kilkunastu metrach przemienia sie w zespin - tup tup noga , noga reka reka i tak przez -200m delta h , w koncu dochodzimy do snieznego plateau - tutaj juz jest w miare bezpiecznie - rozszepejenie i galopem w dol - byle do Rubikonu (tak nazwalismy strumyk wyplywajacy z pod seraka po przekroczeniu ktorego jestesmy full bezpieczni) udalo sie na dole czeka Macierz - okazalo sie ze gdy my dreptalismy po grani on podkustykal pod sciane i czekal z lopata i czekanem na nasze ewentualne zejscie (z lawina) - dochodzimy do Namiotow - pic pic pic - w koncu po 3 latach mamy tu tylko swoja wierszyne (a propos Zbysiu pokaz mi twoje zdjecia ze szczytu bo gdzistam zaszliscie ale zebyscie we trojke mieli pod stopami cala gore to ja nie widzialem :PPPPPP hiehie)

9.08 zejscie do bazy pod lodowcem

10.08 budujemy basen przy lodowcu

11.08 powstaje kopiec upamietniajacy 4 ekspedycje KW Gliwice do Kaindy ;)) w 5 litorowej butelce zostawiamy list ze skladem osobowym kazdej ekspedycji , osiagnieciami i zdjecie naszej gory z trasa wejscia

12.08 docieramy do Jedara

13.08 jedzimy po gorach konno i gonimy Jaki bawiac sie w Indian i Bizony

14.08 zjezdzamy konno do Inylczeku a potem w Niziny do Bozuciuka (Nizinnego Domu Jedara) tu Tadek i Maciek niszcza Ojca Jedara w konkurencji % ;)

15.08 wybywamy z Bozucika i via poludniowy brzeg Issyka docieramy do BIszkopta (do Szurika)

Nad Issyk-kulem bylo fantastycznie - znalezlismy sobie mala plaze gdzie po kapieli dorwala nas banda kirgizow i kirgizek - nie popuscili i musielismy z nimi popasac wcinac ich arbuzy, dynie i plow ;) udalo nam sie uciec gdy czesc z nich pojechala po barana ;) oczywiscie oprocz wcinania bylo tez lykanie, i w tej to konkurencji Tadek z Mackiem dzielnie przebiegli przez 5 kontynentow ;)

16.08 pisze te slowa i kombinuje jakby tu wgrac zdjecia ;) buziaki i pozdrowka i dzieki za pamiec ;)

poniedziałek, 30 lipca 2007
Wybywamy w góry
Czesc Misie !!!
Od paru dni szaleliśmy po Kirgizji ,kupalim się w Issyk Kule, testowaliśmy bombera na okoliczność jazdy terenowej.Spotkaliśmy Agatkę, rozstaliśmy się z Agatką,zwiedziliśmy kurort,ogólnie byla jazda i dużo się działo.Dla mnie najfajniejszym wydarzeniem było (poza spotkaniem z Agatka of kors) ...spotkanie z Bomberem z Francji.Otóż wysoko w górach na polanie, spotkalismy franoli z Dijon, którzy tu przybyli via Turcję, Gruzję, promem przez Kaspij , stepy,i wyladowali w Kirgizji - potem razem jeździliśmy po górach i powiem wam cos:bombery mają swojego ducha . Agatka nie miala za dużo czasu więc wybyła w góry z funflem Dżedara właśnie pije kumys gdzieś na Hali i jest szczęśliwa. Wylądowaliśmy już u Dżedara - i jak zwykle mały cwaniaczy - jutro mamy jechać w góry . 
Moi Drodzy od tej pory nie będzie z nami przez dłuższy czas kontaktu - tak przez 3-4 tygodnie .Więc proszę się nie martwić tylko 3mać kciuki ,
pozdrawiamy buziakamy i obiecujemy wrzucić dużo fotek jak tylko zjedziemy do cywilizacji . W górach jest dużo śniegu , ostatnio na Inylczeku kogoś zasypało,ale teraz waruny się klarują ;)
Rebiata 3mcie się i do ...
 
ps. Czesc Pamięci Koreańskich Taternikow !!!
ps2. Dżedar zaprosił nas na swoje wesele w listopadzie - on ma 19 a wybranka serca 17 wot polityka prorodzinna ;)
ps3. Yeti zjadło dżem
s4. Kozica podwodna tęskni za swoją Kozicą górską i wobec tego jedzie się wyżywac na Jakach ;)
ps5. czas na lambalune ;)
ps6. Worotyniu TESKNIMYYYYY!!!
ps7.za cała reszta też , tesknimy żebyście się nie obrazili ;)
 
piątek, 27 lipca 2007
pozdrowienia i podziekowania

Dla Pana Marka Daneckiego - wlasciciela servisu Auto Danecki (www.auto-danecki.pl) , najlepszemu w specowi od Audi, VW, Skody i Seata w Bylym Bloku Wschodnim, za takie stuningowanie silnika Bombera ze  Szybko i Ekonomicznie  dojechalismy do  Kirgizji.


Marek Wielkie Dzieki !!!!

garsc statystyk

85 litrow wody - zabralismy na poklad bombera

490 litrow ropy - Bomber spalil w trakcie podrozy

5900 kilometrow drog - przejechalismy

130 h - tyle jechalismy

8,3 - srednie spalanie

45,3 - nasza srednia predkosc (ale to przez granice :P )

4 - razy "placilismy mandat" ( kazdy po razie ) - 3 razy kazachstan i raz ukraina ( bo Rosja to naprawde jest super kraj)

4 naprawy - raz urwal sie wezyk od paliwa przy silniku, raz wezyk od paliwa przy wlocie tegoz paliwa, raz odkrecila sie srubka przy lince gazu, spadla na zasilanie pompy i robila zwarcie, i raz odkrecilo sie kolo i krzesalismy iskry
- pozatym auto wzor - godne polecenia kazdemu ;)


Cytat z Podrozy !!!

Po Mojemu niet siezion - Kazachski celnik wyciagajacy Kijki (trekingowe) z Bombera ;)


Bomber Squad;)

Moi Drodzy

nadszedl czas by napisac kto tworzyl zwycieska druzyne bombera:

a wiec:

Maciej Kot (na zdjeciu w restauracji) - student prawa, zeglarz, romantyk. Wyjazd bomberem traktuje jako rodzaj samobiczowania i pokuty za grzechy przyszle i przeszle. W wolnych chwilach  od studiowania  prawa pomaga swojemu ojcu budowac w przydomowym garazu lodz klasy OMEGA ;)

Tadeusz Wojciechowski (pseudonim artystyczny Leon Z.)- "biznesmen" zawodowo zajmuje sie  sprzataniem,  niestety nie moge napisac kogo sprzatnal i kiedy , bo wtedy  mnie tez posprzata ;)

Marta "Kakus" Grzesiok - I oficer na HMS Bomber, obiekt westchnien kirgiskich pasterzy i kazachskich celnikow, strazak z Stolarzowic, inzynier matematyki (co liczyc nie umi), malo je, nie marudzi, gotuje i nosi ciezkie plecaki , a pozatym moja siostra

Wojciech "Kanion" Grzesiok - obecnie spelnia sie zawodowo jako Trener B-klasowej druzyny Zaglada Chropaczow. Cele zyciowe ? Wygrac derby z Familokiem Lipiny na ich stadionie, a nastepnie awansowac z Zaglada do Szampions Lig.






fotki wskoczyly wiec juz je zarzucamy


Rassija Wita ;)


Maciej w Restauracji "U wujka Bombera"


Kazachstan wita - pomnik na ziemi niczyjej (granica z rosja)


zalewamy do pelna;)


Dilara i Fatima ;)

fiku miku po biszkiku

Zdrastwujcie rebiata

wczoraj zaliczylismy banie

necik i kooolacje

potem dluugi sen

dzisiaj zasuwamy po biszkopcie - poki co zwiedzilismy muzeum rezolucji i narodowe w jednym ;)

teraz czas na papu - probowalismy wrzucic fotki ale nie za bardzo to tutaj choidzi

bomber sie naprawia - moze jeszcze dzisiaj ale raczej jutro ruszamy nad issyk kul;)

jak znajdziemy szybszego neta to je wsadzimy

u Szurika wsio w pariadkie - Dilara urosla i nawet z nami gada - mala Fatima ma zdecydowane adhd i rzuca sie strasznie w foteliku ale nic sie nie boi i duzo sie smieje

cala zeszloroczna ekipa z hotelu szurik ma pozdrowienia - zwlaszcza ANIA ;) (zwlaszcza od zony Szurika)

Szurik sie smieje ze ma stara babe bo jego zona ma juz 22 lata ;)

no nic uciekamy z neta

3mcie sie cieplo

ps. Dilarze przywiezlismy misia wiekszego od niej - teraz wszedzie go nosi - Fatima tez go wyraznie polubila i obslinia mu kokardke ;) Dilarka nosi tez plecaczek ktory kupila dla niej nasza Mama - Mamo mialas wyczucie ;) ogolnie prezenty sie spodobaly - aha i malkontentom odpowiadam - Szurikowi prezent w postaci Bombera tez sie spodobal ale go troche przerasta (w koncu duzy prezent :)))

buziaki

czwartek, 26 lipca 2007
dojechalismy !!!;)

Mimo kilku awarii drobnych ...i jednej sredniej ;) po 130h po 5900km doturlalismy sie do Biszkek city ;) dzisiaj fotek ani filmikow nie zarzuce ale mam nadzieje ze mi sie to uda jutro w porownaniu do zeszlego roku to byl niezly blietzkrieg mimo tego ze troche stalismy na granicach udalo sie teraz plan jest prosty odebrac permity i atak w gory Bombera zostawiamy szutrikowi znaczy chcemy mu go podarowac a on sie wzbrania chyba go po prostu zapomnimy przy wyjezdzie przyda sie chlopu a my z kakusiem juz zbieramy na californie (T5 California ;) ale to potem teraz czas w gory napisze cos bardziej sensownego i zamieszcze fotki jak sie ogarniemy na szczescie szurik odpalil dla nas banie wiec jakos wygladamy pozdrowka dla wszystkich ktorzy za nas 3mali kciuki bomberianie

 

stalo sie stalo sie co sie mialo stac!!!
...Byli tacy, ktorzy mowili ze bomber nie dojedzie do Kirgizji...a ja ich wysmiewalem byli tacy ktorzy mowili, ze cos musi sie zepsuc...mieli racje dramatyczne wydarzenia rozegraly sie ok godziny 4 rano bylismy ok 130 km od Biszkeku wszystko szlo dobrze az tu nagle bum trach bec i bomber sunie przechylony krzeszac za soba wielki stos iskier - Maciek ktory prowadzil perfekcyjnie wyhamowal naszego stwora, ktory podowczas toczyl sie na 3 kolach bo jedno wybralo inna marszrute wyskoczylem z auta z gasnica gotowy do zwalczania wszelkich oznak pozaru ktorego jednak nie bylo ;) byla za to oska lezaca na asfalcie i wiecie co? wogole sie tym nie przejelismy w porownaniu do zeszlego roku to byla betka zlapalem stopa po pol godzinie wrocilem z kolesiem ktory byl umny w miedzyczasie maciek znalazl kolo troche stuklania mlotkiem w odgiete bebny hamulcowe lozysko zablokowane sruba i juz mknelismy dalej by...;)
 
1 , 2